Najtrudniejsze…

w tym chyba jest poczucie bycia niekompetentną. Jako rodzić. Tej bezsilności, kiedy myślę, o zmarnowanym czasie jako matka. „Mogłaś to zrobić lepiej”. Komuś bym powiedziała: „Gdybyś mogła, to byś zrobiła, skoro nie zrobiłaś, to znaczy, że nie mogłaś”. Siebie nie tak łatwo rozgrzeszyć. Chciałoby się inaczej. Staram się jak mogę. I chyba chciałabym, żeby mi ktoś powiedział, że to nie moja wina. Ta jej diagnoza ma być nie tylko dla niej. Ma być i dla mnie. Zdjąć i ze mnie trochę odpowiedzialności. Chciałam się komuś wypłakać w mankiet, pogadać. Nawet kogoś wybrałam. Rozmyśliłam się. Nie chce mi się z nikim gadać, choć chyba powinnam. Od 9 dni nie tknęłam cukru. W żadnej postaci. Dziś się złamałam, nie dałam rady. Zażarłam. Jestem tak bardzo zmęczona. Tak bardzo chciałabym, żeby moje dziecko było szczęśliwe. Tak bardzo się o nią martwię. Tak bardzo się cieszę, kiedy myślę o innych dzieciach i o tym, że mogłoby być jeszcze gorzej. Schowam dumę i spróbuję pomyśleć o niej. I namówić ją na jeszcze jedną wizytę u psychologa. Moje nieszczęście, że mieszkam w takiej dziurze, gdzie wybrać kogoś, kogo nie znam jest prawie niemożliwe. Lęk przed plotką. Brak zaufania. No nic, jakoś spróbuję to uporządkować w swojej głowie. Może powinnam częściej pisać, żeby w ten sposób się wentylować. Rano wstaję i ćwiczę. Słabe, zmęczone, otłuszczone ciało nie poddaje się łatwo obróbce. Jakże szczęśliwymi są ci, którzy mają normalne ciała. Walczę o zdrowie. Chciałabym się nie poddać. I codziennie choć trochę. Choć chwilę. I ten cukier. Od jutra. Od zaraz. Znów do detoksu. Stało się i dziś zawaliłam, ale to nie koniec świata. W sobotę chyba i tak będę miała dyspensę. Niemieckie jarmarki zapraszają. Euro już w kieszeni czeka. Zamierzam jeść owoce w chrupiącej, czerwonej polewie, pić grzane wino (powiedzmy) i rozkoszować się dniem z Młodą. Jeden raz w roku, kiedy chce gdzieś wyjechać ze mną. Z kimkolwiek. A we wtorek pójdziemy na kręgle. Nie zgadzam się z tym co mówi psycholożka. Mam ochotę powiedzieć, że to bełkot. Że ja Młodą widzę inaczej. Ale spróbuję jednak namówić ją do kolejnej wizyty. Bo może widzi coś więcej niż ja. Inaczej. Może da młodej coś, czego ja nie potrafię. Jeszcze kilka głębokich oddechów i do dzieła. Jeszcze się coś da uratować z tego dnia. Wprawdzie tylko czas na papierkową robotę w domu ale jednak.

Dziś po raz kolejny pomyślałam o tym, że gdybym popełniła samobójstwo, to zapewne ludzie, którzy mnie znają byliby zdziwieni… nie, nie zrobię tego. To tylko myśl.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Przyszedł…

ten czas, kiedy tli się jeszcze jakaś chęć współżycia. Niewielka już. Nie ma natomiast całkiem ochoty na podniecenie się pornografią. Sama nie wiem, czy to smutne czy nie. Trochę. Jakaś taka pustka. Nie dość, że coraz mnie mi się chce, to jeszcze nawet nie chce mi się teraz tego chcenia rozbuchać. Rany boskie.

Opublikowano dla dorosłych | 1 komentarz

Depresja.

Już zaczynam rzygać tym słowem. Cóż, kiedy chorując na nią nie da się od niego odciąć. Ten mrok w środku jest zawsze. Pracuję po 12 godzin dziennie. I jestem przemęczona. Jednak to o niebo lepsze niż wolny dzień, w którym, z każdą godziną czuję się coraz gorzej. Milion niezałatwionych spraw. Niezaszczepiony pies. Wrastają mu pazury. Powinnam iść do okulisty. Młoda powinna zrobić okresowe badania. Z sądu wyciągnąć wyrok rozwodowy. Pójść do prawnika. No i gdzieś mi wsiąkło ponad półtrora tysiąca…. A może nie odjęłam kasy na kupno auta? Eeee chyba odjęłam. Nie pamietam… Sukces – poszłam na spacer. Szok. Po pół godzinie byłam wykończona. Dbam jednak o sen. O regularność. Bez tego musiałabym chyba już brać psychotropy. A tak jest raz lepiej, raz gorzej. A może powinnam coś brać? Hmmmm….. pojadę do psychiatry z młodą to i o sobie pogadam….. Mnie jednak lekarstwa nie załatwią tego co powoduje ten stan – samotności. Permamentnej (kurwa! 3 razy poprawiałam i za cholerę nie wiem jak się to pisze!)…. Znów mam ten ból wewnętrzny z samotności. Nikogo tak naprawdę nie obchodzę. No nie, trochę na pewno. (Razem? Osobno?). Jaki jest skrajny poziom samotności? Kiedy wchodzi się na zbiornik, żeby przez chwilę „porozmawiać” z drugim człowiekiem. Nie dać się przerżnąć. Porozmawiać. Wymienić kilka zdań. „Pobyć” z kimś przez chwilę….

sea-2915187__340

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Śniłeś…

mi się dziś 22 paź, 20:30
tom
i? 22 paź, 20:30
ja
i żyję  22 paź, 20:33
tom
ale co Ci sie snilo? 22 paź, 20:33
ja
nie wystarczy info, że Ty?  22 paź, 20:35
to
nie 22 paź, 20:35
ja
czemu?  22 paź, 20:36
tom
bo nie 22 paź, 20:37
ja
taka odpowiedź nie zaspakaja moich potrzeb  22 paź, 20:37
tom
a więc doszło do zaspokojenia … 22 paź, 20:38
dalej dalej
ja
właśnie nie doszło, ale próbuj 22 paź, 20:38
tom
próbować zebys doszła? 22 paź, 20:39
ja
zaspokoić moje potrzeby w postaci ciekawości, nic innego nie planuję 22 paź, 20:40
a swoją drogą to byłoby coś nowego – taka próba zaspokojenia mnie – zaciekawiło mnie to, choć jest to dla mnie dość nieoczekiwana myśl 22 paź, 20:43
tom
az taki egoista ze mnie? 22 paź, 20:45
ja
nie pomyślałam tak 22 paź, 20:46
ja
Lubię Cię takiego jaki jesteś 22 paź, 20:52
tom
22 paź, 20:54

https://www.olx.pl/oferta/honda-civic-CID5-IDp3fex.html#4beabf07d8
22 paź, 20:54
nie chcesz?
ciekawe jaki stan
jezdze teraz taką co soboty
ja
Ja tu się emocjonalnie zaangażowałam w konwersację (tak gdzieś w międzyczasie pisania opinii  ) a ten mi o samochodzie  22 paź, 20:56
oczywiście, że chcę, ale to niestety spory kawał moich zasobów finansowych
tom
wiesz, rozbity tak jeszcze z tydzien bede 22 paź, 21:00
musze skonczyc 2 rzeczy
walidacje fabryki lekow
bo guru od zatwierdzen jak przyjedzie to musi dzialac
i 2 zrobic tą honę lasce ktora ma za duze chody w policji 22 paź, 21:01
ja to sie zawsze wkopie
co do zaspokojen, to mam nadzieje ze sie w koncu wylize czasowo 22 paź, 21:02
bo na razie to wczoraj zrobilem 1000km i znowu zaliczylem 20godzinny dzien pracy 
ja
Wiesz co myślę i mam nadzieję, że wiesz, że jeśli to piszę co napisałam na początku, to nie po to, żeby Ci wiercić dziurę w brzuchu, ale po prostu stwierdzam fakt. Nie sądzę, żeby za każdym razem, kiedy mi się śnisz było to spowodowane jakąś tęsknotą za Tobą – myślę, że bliżej temu ku jakiejś symbolice. Nie ukrywam jednak, że się trochę martwię, kiedy piszesz o takiej ilości zadań i pracy. I to tak naprawdę. 22 paź, 21:07
Ja właśnie wróciłam z pierwszego zjazdu (3 pełne dni) szkolenia. Jestem napakowana i zmęczona. I siedzę nad opinią bo znów mnie czeka praca od rana do wieczora w tym tygodniu i nie ukrywam, że jestem w niedoczasie. Powinnam chyba jednak odpoczywać a nie od razu siadać do pracy. No nic. 22 paź, 21:08
A coś chciałam powiedzieć a nie wiem co  22 paź, 21:09
tom
iwem ze nie wiercisz dziury 22 paź, 21:16
ale ciekawi mnie co Ci sie ze mną śniło
może to synchroniczność Junga, ale ostatnio ze 2 osoby mi dzwonia ze im sie snilem 22 paź, 21:17
z tą hondą to tak sie zastanawiam czy bym sobie jej nie kupił, bo mi do testow potrzebna i bys mi kiedys tam przywiozla do Wawki 22 paź, 21:18
a przy okazji pojezdzila
i moze druga taka Ci kupimy, bo mysle ze beda one za grosze
z powodu baterii, ktorą trudno wymienic tak zeby nie padla
bo albo sie składa z 2ch nowych i wtedy trzeba sie nameczyc, albo daje starą, ktora niedlugo pochodzi
a co do seksu to miesiace już bez jestem i albo to przemeczenie, albo mi po prostu juz nie staje 22 paź, 21:22
kupilem kiedys nawet tabletki pobudzajace bo kumpel zamowil u kogos znajomego
i stwierdzilem ze testowo sprobuje, ale to jednak nie dla mnie, bo podnosza cisnienie ktore i tak mam wysokie, skonczylo sie na tym ze cala noc nie spalem
wiec moze do pracy bede bardziej uzywal 
strasznie mi sie z tego smiac chcialo
ale kumpel mowil ze wzial 4 i czad
a ja po jednej cisnienie i bezsennosc
ja
To nie synchroniczność, to wielość znajomości  22 paź, 21:26
Jeśli się nie boisz, że coś z nią zrobię nie tak, to kup  dopiero teraz zauważyłam, że to u mnie ona jest 22 paź, 21:27
nie traktuję tego jako deklaracji ale zwrot ” i może drugą taką Ci kupimy” brzmi bardzo przyjemnie. Nie w kategorii – że ktoś coś za mnie tylko, że ktoś myśli o mnie – bardziej jako myślenie relacyjne. 22 paź, 21:28
Nic już o seksie lepiej nie mówię.  jestem przekonana, że przemęczenie jest maksymalnie destrukcyjnym powodem. Ciała nie oszukasz. I nie ukrywam, że takie stwierdzenie działa na mnie jak rzucenie rękawicy  22 paź, 21:29
ale nie wygłupiaj się z tymi lekami nawet jeśli do pracy żeby Cię szlag nie trafił bo nie jestem jeszcze gotowa na twoje odejście… 22 paź, 21:30
tom
ale wiesz, mi tak ludzie nie dzwonia ze sie snie 22 paź, 21:49
i to kumplowi ktorego nie widzialem ze 3 lata
i ma wizje ostatnio ze mną
z samochodami to miewam male fascynacje i okazyjnosci
i wydaje mi sie ze te beda mega tanie
gdybym nie byl idiota to bym kupil takiego w idealnym stanie za 14tys
ale sie ulitowalem ze naprawie i oddam
bo dostalem w tekscie ‚z wielkim bolem serca i głowy sprzedaje to auto’ 22 paź, 21:51
bo naprawic nikt tam nie mogl
ja
czy to, ze się śnisz innym jest dla Ciebie przyjemne? 22 paź, 21:53
tom
ciekawe 22 paź, 21:53
ja
Zdarza mi się faktycznie śnić o kimś, kogo lata nie widziałam, zawsze mnie to jakoś niepokoi, wyciąga jakieś zaszłości i lubię znaleźć tego przyczynę, jakoś kiedy Ty mi się śnisz to nie wiąże tego z jakimś większym nasileniem myślenia o Tobie ale rozumiem powiązania i ewentualne ścieżki. 22 paź, 21:55
Nie jest to niemiłe bo i sny są z reguły miłe
Nie ukrywam, że z reguły nie jesteś w nich sprzedawcą makaronu czy sąsiadem z naprzeciwka 22 paź, 21:56
z reguły są to sny relacyjne albo seksualne
tom
ja kiedys mialem sny ktore jakos sie wiązały potem 22 paź, 21:58
ja
z czym wiązały? 22 paź, 21:58
tom
np ktos sie ze mną żegnał, albo cos tam sie dzialo, to tak gdy o tym kims nie myslalem na codzien 22 paź, 21:59
ja
ja rzadko nie widzę sensu w tym co śnię, z reguły, nawet przy najbardziej dziwnych – potrafię je powiązać z tym co w realu 22 paź, 22:00
ten był mocno realistyczny – jeśli chodzi o sen choć całkiem nierealny jeśli chodzi o Ciebie  ale był przyjemny choć coś mi zeżarło końcówkę  22 paź, 22:01
ja
mam chwilę odwagi odsłonięcia – więc powiem tak – niezależnie jak to widać z Twojej perspektywy – to jesteś dla mnie ważny i nawet nie chodzi o tęsknotę bo jakoś mi ona nie doskwiera już, raczej o poczucie więzi, choć to może dziwne w przypadku nie widywania się z kimś wręcz latami. Nie mam jednak potrzeby usprawiedliwiania tego co mam w środku. Jest. I to nie chodzi tylko o więź seksualną, choć mam świadomość tego, że potrafisz w taki sposób na mnie zadziałać. I jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Bo mam wrażenie, że działa to jakoś poza moją wolą i świadomością. Jakoś tak pierwotnie, jak działają pewne czynniki idące z sygnałów biologicznych. Hormonalnych, feromonowych czy cholera wie jak… jednak jest to po prostu też takie poczucie spokoju kiedy myślę o Twojej obecności w tej nieobecności realnej fizycznie. Nie będąc jesteś i to mi daje przyjemność i jakieś dziwne poczucie przynależności czy bezpieczeństwa. Dziwne to jakieś ale tak. 22 paź, 22:07
I jak tak to teraz przeczytałam to sobie pomyślałam – cholera – ale jesteś szczęściarzem   22 paź, 22:08
tom
22 paź, 22:09
umnie jakos tak tez funkcjonujesz jako oczywistosc po ktora moge siegnąć
i dobrze mi z tym
z seksem to tez jakos tak pierwotne, bo chce mi sie zapominac i leciec z tym co sie wydobywa 22 paź, 22:10
choc ostatnio jakos bardziej to mental niz cialo sie odzywa
ja
jakbyś mnie teraz zapytał co wybieram – penetrację i orgazm, czy zapach i ciepło twojej skóry w spokoju jaki daje obecność i relaks – to jestem emerytką  22 paź, 22:13
choć nie ukrywam, że zwrot – oczywiśtość po którą możesz sięgnąć – trochę działa na mnie ambitnie – by udowodnić, że nie jestem rzeczą, którą można zdjąć z półki i na nią odłożyć kiedy jest komuś wygodnie  22 paź, 22:14
(ambitnie? chyba ambicjonalnie?  ) 
tom
mi bardziej chodzi o swiadomosc niz nawet branie 22 paź, 22:45
i to nie w kwestii zeczy tylko relacji
bardziej potrzebuje tego ze moge niz tego ze robie
lubie to ze mam poczucie ze nie musze analizowac i ustawiac relacji 22 paź, 22:51
daje mi to spokoj i lacznosc
ja
to brzmi to trochę tak, jakbymy rozmawiali o podobnych odczuciach w inny sposób 23 paź, 06:19
zauważyłeś, że od czasu do czasu jakoś wychodzi ten temat? I chyba jednak ode mnie. Nie planuję – oooo dziś to powiem, to po prostu samo się tak układa. I ok. Widocznie mi to jakąś potrzebę załatwia. To znaczy dla mnie ok. Nie wiem jak dla Ciebie.
ket
dla mnie te 23 paź, 07:42
z
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Poszłam…

na ulicę. I choć dawniej zastanawiałam się nad tym, czy nie powinnam być prostytutką, to tym razem chodziło o zwykły street, i to nie mój. Na ulicy grał mój kolega z podstawówki. Już któryś raz w tym roku, tylko, że ja nie miałam okazji go posłuchać. Wczoraj miałam. Zaciągnęłam koleżankę i przydreptałam. Zaskoczyło mnie to, że nie jest sam. I że… tak świetnie śpiewa. Gatunek nie mój. Szanty. Ale jaki głos! Wcale nie słychać lekkiej wady wymowy a barwa bardzo miła dla ucha. Rozsiadłam się wygodnie na ławce w parku na przeciw miejsca, gdzie się rozstawili i przez trzy godziny syciłam uszy. I oczywiście, że nie chodzi mi o opisywanie koncertu po prostu. Mam tyle koncertów na koncie, a rzadko o nich piszę… Chodzi o to, że choć naprawdę  od tygodni wybierałam się go posłuchać, to od kilku dni to posłuchanie miało też drugie dno. Nawet jeśli się przed sobą nie przyznawałam do tego. Bo się rozwodzi. I stanęłam przed nim mówiąc – „to ja, cześć po prawie trzydziestu latach”. A potem słuchając go i patrząc jak się do mnie znad gitary uśmiecha myślałam – nie taki jest zły. Wysoki. W sumie zawsze wolałam właśnie takich jasnowłosych. Ale ładnie śpiewa. Rozbawiał mnie, gdy odwoływał się do mnie w trakcie koncertu mówiąc przez mikrofon – czy odsłuch dobry, czy pamiętam, że dziadek naszego kolegi służył w marynarce, czy…. I kiedy moja koleżanka już poszła. Kiedy się zrobił wieczór. Zadedykował mi piosenkę. I zrobił to w taki sposób, że z jednej strony na tej ławce mnie zawstydził, zakłopotał, z drugiej wzruszył i …. sama nie wiem…  A ballada była przepiękna. Wzruszająca. O miłości. I jeszcze bardziej poczułam się zakłopotana i wzruszona. I potem były słowa w środku śpiewania – „Wiesz o co mi chodzi, prawda?”. Nie wiedziałam, ale chciałam myśleć, że może się dowiem. Nie mam pojęcia co myśleli ludzie. Ja… chciałam wierzyć, że to coś znaczy. Na koniec znów mnie zbił z pantałyku mówiąc – że w podstawówce myślał, że przeczytałam już wszystkie książki na świecie i co ja dalej będę robić, skoro przeczytałam już wszystko. I czy mi się podobała ballada. I tak stałam się na te dziesięć minut jak naga i widoczna wśród tych wszystkich słuchających. I siedziałam dalej i słuchałam do końca. Grał ponad trzy godziny. Palce miał białe, bez krwi gdy skończył… I przedstawił mi kobietę, która robiła podkłady. „Jesteśmy ze sobą od pół roku”…

 

Bo problem leży w ciągłej nadziei. W ciągłym patrzeniu na mężczyzn jak na potencjalnego… I choć nie chce, wciąż tak mam…. a potem pozostaje tylko smutek. I butelka z whisky cream….

 

A potem miewa się sny. O pracy i mężczyznach. Mężczyźnie. Wysokim. Przystojnym. Opiekujemy się razem rzeczywiście istniejącymi chłopcami. Braćmi. Jeden z ADHD, drugi z ZA. I próbujemy ich położyć spać. I robimy co możemy. Jesteśmy u niego. Jego pokoje. Jego łóżka. Jego zwyczaje. I siedzi a przy nim jeden chłopiec. A ja obok leżę i przy mnie drugi. I tak poprawiając komfort jednego czy drugiego, dbając o to by czuli się bezpiecznie – kładziemy im dłonie na głowach czy poprawiamy kołdry. I nagle widzę jak patrzy na mnie  z góry zdziwiony. Moja dłoń bowiem zabłądziła na jego podbrzusze i wsunęła się za pasek jego spodni. Nic więcej. Taki gest czułości i bliskości. Przeprosiłam sama sobą zaskoczona. Naprawdę nie kontrolowałam tego. Po prostu chyba potrzebowałam być blisko z kimś. Nie robi z tego problemu. Ja też nie. Jesteśmy tylko znajomymi. Nic więcej. Nic mniej. Usypianie dzieci trwa nadal niezmącone. I rano wstajemy. Przygotowujemy śniadanie. Patrzę jakie ma zwyczaje, żeby ich nie zburzyć. Dostosować się. I przychodzi koleżanka też na śniadanie. I sama się boję po obudzeniu jak żywy był to sen. Faktury, kolory, dźwięki. I dobry i smutny zarazem. I myślę – jak mam kolejny dzień przetrwać, że nie mam już siły. Że nikt nie wie jak bardzo nie mam siły i jak beznadziejnie jest tu w środku, we mnie.

Opublikowano dla dorosłych | 2 komentarzy

Mam…

depresję. Całkiem ostry nawrót. Jestem nią zmęczona i czekam. Powinna minąć przy prawidłowym postępowaniu. Choć jest źle. Jestem nieustannie na granicy płaczu. Już ciężko mi to ukrywać przed dzieckiem. Zdarza się, że krzyknę. Ale walczę choć jest mi coraz trudniej. Budzę się z pierwszą myślą: „nie chce mi się żyć” i z nią zasypiam. Próbuję ją zagłuszać mówić swoje mantry: „to będzie dobry dzień, to będzie dobry dzień, to będzie do…” więcej już nie daję rady. Staram się zachowywać rytuały. Kawa, książka, odpoczynek, sen. Robić różne rzeczy bo najłatwiej byłoby zostać w łóżku ale to jakbym przystawiła sobie pistolet do głowy. Bez sensu… Wczoraj znajomy zapytał mnie dlaczego czuję się tak źle. Nie miałam siły mu odpowiedzieć. Dlaczego? Pierwsza odpowiedź to – z samotności. Z poczucia, że już nic nigdy dobrego mnie nie spotka, z tego, że nadzieja, która umiera ostania, właśnie zdycha mi gdzieś w kącie. Nie, całkiem się nie poddaję, gdzieś tam jakiś malutki procent, wynikający z rozsądku, walczy za mnie bo wie, że nie musi tak być. Że nie jedno załamanie przeszłam i wyszłam, że tym razem też się uda. Może…. to może mnie trzyma jeszcze jakoś. Nie wiem kiedy się zaczęło…. kiedy koleżanka nakrzyczała na mnie na moich imieninach?… nie wiem. Chyba w szpitalu. Kiedy nie bardzo kogoś to obeszło. Rozczuliłam się nad sobą choć to prosta operacja była. Trzy dni i do domu. A jednak – kiedy okazało się, że mogłabym tam zdechnąć….. rozsądek każe mi wykasować słowa, że nikt by się nie przejął. Wiem, że to nie prawda. Ale nikt mi tego wtedy nie okazał. Nie, to też nieprawda. Była mama. Pisał kolega. On był ze mną każdego dnia. Jedyny. Nawet nie chcę wiedzieć co by było gdyby go nie było. I poleciało w dół…. Koleżanka pyta – „wyszłaś?” Skłamałam. „Nie. Jeszcze jestem w szpitalu.” „Acha. Oj jak mnie boli głowa.” I wysyła zdjęcia syna i opowiada jak mu włosy obcięła. Kurwa. Gówno mnie to obchodzi. Mam dość ludzi. Powierzchownych relacji. Mam poczucie zniszczonego życia. Kurwa! Wiem, że to nieprawda, ale tak się czuję. I co ja mam z tym zrobić? Wiem jak wyglądam. Wiem, że jestem odrażająca. Nie, wiem, że to też bzdura. Jak każdy czasem wyglądam dobrze, czasem źle. Mam zniszczone ciało, ale są mężczyźni, którym to nie przeszkadza. Nie mam już siły polemizować sama z sobą….

Na festiwalu spotkałam faceta. Jezu, ja wciąż spotykam facetów…. bo wciąż ich wypatruję. Bo wciąż chciałabym kogoś mieć. Nie wiem czy to dobrze. Ja już nic nie wiem.

Jeden. „Dzień dobry”. Dobrze, że nie usłyszał, że odpowiedziałam mu  - cześć. Szybko się poprawiłam. Nie mogę sobie przypomnieć skąd go znam. Na pewno znam. Skoro mi się ukłonił – nie tylko z widzenia. Z pracy czy relacji prywatnych? Gdyby były prywatne – powiedziałby – cześć. I kręcę się w tych myślach i jego uważnym spojrzeniu…. I spotykam go wieczorem ponownie. Uśmiech. I jestem już kupiona. Myślę przed snem o tym niepokojącym wzroku. Fantazjuję. Jestem zszokowana, że potrafię jeszcze fantazjować. Nie pamiętam kiedy robiłam to ostatni raz. Wiem, że to czasem szkodzi, że rodzi bezsensowne nadzieje. Jednak mam tak puste życie, że ta wymyślona historia spotkań, randek, adoracji daje mi chwilę wytchnienia przed odpłynięciem w sen. Nie spotykam go już w żaden festiwalowy dzień. Oczywiście.

Drugi. Jeju, jaki młody. Trzydzieści? Jaki wysoki. Jaki ładny. Jaki nieśmiały. Patrzę mu w kark na pierwszym seansie. W przerwie mijam raz. Drugi. Uważnie na mnie patrzy i te ciemne oczy mówią, że widzi, że ja też. Takie krótkie chwile przyjemności.

Trzeci. Jeju, jaki niemłody. Pięćdziesiąt? Może być nawet więcej. Jaki… jak to powiedzieć by nie zabrzmiało głupio i obraźliwie. Czerstwy? Bez sensu. Męski. Po prostu męski. Wysoki. Włosy bardzo krótko ścięte, chyba nie ma ich już za dużo. Do tego posiwiałe. Bródka? Niebieskie oczy. Bojówki. Sportowe buty. Bluza z kapturem. Torba. Jest tak jak ja na wszystkich seansach. Z reguły siedzi wyżej niż ja. Czasem dosłownie za mną. Czasem mnie denerwuje odkręcaniem wody w czasie filmu. Gazowana. Przecież tu nie wolno wnosić picia. Nie możesz wytrzymać do końca? Za późno może poświęciłam mu uwagę. Jego poważnej minie. Nie zdążyłam się przez nią przebić. Jedno spojrzenie, drugie i już wiem, że on mnie widzi. Że nie jestem przeźroczysta. I spięta siedzę myśląc czy patrzy w ekran czy widzi jak siedzę. Głupia. Dowartościowany mężczyzna ma w dupie jak siedzisz. Poświęci ci czas w międzyczasie swoich pasji. Nie oderwie się od niej dla ciebie. Siedź sobie jak chcesz… Ostatniego dnia tylko dwa filmy. Mało czasu na zabawę oczami. Ostatni seans. Stoję blisko drzwi z budynku. Czekam na koleżankę. On z szatni bierze plecak. Boże, jaki on jest dokładnie taki jaki powinien być. Nie plecak rzecz jasna. Mężczyzna. Wychodząc jest prawie na wyciągnięcie ręki. I patrzy. Tak bardzo. Tym swoim rozwodnionym błękitem. Po przymknięciu oczu wciąż widzę to patrzenie. I gdybym mogła poszłabym za nim na ten dworzec. Zapytała – ….. ale o co?…. Powiedziała…. „Spotkasz się ze mną?”…. By usłyszeć – „Jestem zajęty”. Albo – prędzej czy później przypomnieć sobie, że nie ceni się tego co samo wskakuje w ręce. No to nie poszłam. Zostałam z idiotycznym wrażeniem, że znów mi coś przeciekło przez palce i zmarnowałam kolejną szansę. A to przecież nie ja. To on ją zmarnował.

A dziś? Dziś znów nie chce mi się żyć. Znów muszę walczyć. I będę walczyć. Bo jeszcze pamiętam, że życie jest czasem przyjemne. Bo chcę tego znów. I choć jestem kurewsko zmęczona tym smutkiem, tym bólem, to poczekam. Jeszcze trochę poczekam….

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 6 komentarzy

I…

tak to jest. Znów jestem w punkcie wyjścia. Znów myślę, że nie ma dla mnie nadziei. Bałam się a jednak miałam nadzieję, że tym razem się uda. Intuicja niestety mnie jednak nie myliła. Podejrzewałam, że mi się nie spodoba. Nie zaiskrzyło a raczej wręcz odwrotnie. Oczywiście z mojej strony. Z jego…. dostałam wiadomości, że jestem cudowna, wspaniała, że przy nikim nie czuł się tak dobrze, że dostaje świra na moim punkcie i nie może przestać o mnie myśleć… Mnie pozostały tylko drobne wybroczyny na ramionach i sutkach. Oglądam je z przyjemnością. Zawsze lubiłam jak mężczyzna zostawia po sobie ślad. A jednak z weekendu zrobił się tylko jeden wieczór. Nie wzięłam nic więcej. Nie chcę mu zrobić krzywdy. Nic więcej nie mogłabym mu dać…. ……a teraz mi pusto. Bez jego słów i wiadomości, bez adoracji i poświęcanego czasu. I wiem, że nie mogę go o to prosić bo nic nie mogę mu dać. Przeklęty chichot losu. Tak nazwał to, że możemy sobie nie pasować. Przeklęty chichot losu…../….

Opublikowano dla dorosłych | 8 komentarzy

Śniłeś…

mi się. Dziś wyraźniej niż za pierwszym razem. Pamiętam, jak wtedy śmiałeś się, że to musiał być koszmar. Nie był. Teraz tak. Obudziłam się wystraszona. I zasnęłam by dośnić sen do końca i poukładać go by mnie w dzień nie przerażał. Nie zdążyłam przed budzikiem. Jaki byleś? Młodziutki, choć przecież jesteś starszy. Niższy? Choć jesteś wyższy. Czasami miałam wątpliwości, czy jesteś mężczyzną… Przyjechałeś na pierwsze spotkanie w garniturze. Jaskrawym. Pomarańczowa czerwień? Elegancki, kontrowersyjny, bogaty. W drogim aucie. Nie wiedziałam czy cię chcę czy mnie odpychasz. Spotkaliśmy się z moimi znajomymi. Moimi choć sama ich nie znałam. Grupa pijących imprezowiczów w kiepskiej jakości i świeżości ubraniach. Nie zwracali jednak uwagi na to, że odstajesz wyglądem. Od wszystkich byłeś młodszy. Częstowali nas alkoholem rozkręcając imprezę. Dziwiłam się, że nie protestujesz, bo podobno chciałeś być tylko ze mną. Cały czas się uśmiechałeś. Wyszłam się przewietrzyć. Były też jakieś wspólne z nimi przechadzki. Jak to we śnie. Kiedy wróciłam miałeś na sobie ubranie podobne do ich i ręce uwalane smarem. Naprawiałeś jakieś części do auta. Widać było, że zyskałeś ich szacunek wiedzą i umiejętnością. W końcu zaczęłam dawać znaki, że chcę zostać z tobą sama. Zrozumiałam, że nie spodobasz mi się, jeśli nie włożę w to pracy. Chciałam tego. Zostaliśmy sami. Sami? Gdzieś tam była moja rodzina, córka, matka. Ale jakby nie. Nagle ktoś wszedł do domku. Mężczyzna. Wziął jakiś ostry drobiazg, kamień, szkło i zaczął nam ubliżać i grozić. Myślałam – stań w mojej obronie, jak mężczyzna. Nie zdążyłeś. Wybiegł drugimi drzwiami. Bałam się strasznie. Bałam się, że wróci, że jutro, że kiedyś skrzywdzi mnie i moją córkę. Byliśmy sami a widmo tej groźby gdzieś tam nad nami wisiało… Ubierałam się, byłam naga do pasa, kiedy niespodziewanie weszła matka, zdążyłam uciec do łazienki ale myślałam o tym, że widziała, że jestem naga, więc wie, że nie jesteś tylko znajomym. Nie chciałam, żeby wiedziała. Nie chciałam, żeby w ogóle Cię poznawała. Stało się, bo znów znalazła się w nieodpowiednim miejscu i porze. Weszła w moje życie. Nie pamiętam po co przyszła. Chyba w sprawie tego napadu. Przygarnęła mnie, moją córkę? Obejmowała mówiąc coś – o ochronie? Silny uścisk. Czułam jej rękę na piersi. Krzyczałam, żeby mnie zostawiła, że się jej brzydzę, wpadłam w histerię……. …………..obudziłam się………….

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Już…

od jakiegoś czasu noszę się z myślą (potrzebą) o rozprawieniu się z przeszłością płci męskiej. Z kochankami maści przeróżnej przewijającymi się w moim życiu i jak się można spodziewać – łóżku. Odkładam to a bo to czasu mało, a pamięć zawodna, a nastrój zbyt dobry, żeby go sobie psuć… Dziś i chwila czasu jest i pamięć by można potrenować. Nastrój umiarkowany, trochę do śmiechu, trochę do płaczu. I zamiast zabierać się do numerowania męskiego poletka to ja tu robię jakieś wstępy. Ucieczkowe jak w mordę strzelił…

Czytam książkę o związkach alkoholików, tfu, dzieci alkoholików. I choć już rozprawiłam się z tym kawałkiem mojej przeszłości to i łzę czasem uronię i ze zrozumieniem pokiwam głową. Mam jednak poczucie, że praca domowa odrobiona. I tylko nikt jej nie chce sprawdzić. Rozumiem już teraz frustrację Jużnietakiejmałej Mrówki, gdy z cierpieniem odrabia matmę wiedząc, że matematyk zleje ją ciepłym moczem ignorowania jej potu i wysiłku. Po chuj kazać dzieciom robić prace domowe, kiedy się ich nie sprawdza? Pamiętam dzieciaka, który nigdy nie odrabiał pracy domowej, mając opracowany cały system radzenia sobie z ewentualnym ryzykiem pt. pani sprawdza wyrywkowo. Rozpoznawał kiedy się do tego zabierała i wtedy zgłaszał nieprzygotowanie. Zapewniam, że system był zdecydowanie skomplikowany i wymagał od niego czujności i bystrości. Nadal jednak uważał, że jest to mała cena za możność nieodrabiania pracy domowej. I jak tu wpajać dzieciakom szacunek do nauczycieli kiedy sami sobie w stopę strzelają?

Tematy zastępcze. Pięknie kochana, pięknie…

Koleżanka (kiedyś przyjaciółka ale się więzy rozluźniły jak nitki w starych gaciach) rozstała się z facetem, co obwieściła na FB. Związek też obwieściła. Zaskakujące to było, bo nie jest wylewna w tych sprawach. Ale wierzyła, że tym razem to jest TEN. I kiedy tak mi mówiła przez telefon, w głowie tłukły mi się myśli, że ja też tak mówiłam, że też tak czułam, szczerze i głęboko i gówno z tego wyszło. I żeby jednak się nie napalała bo chuj z tego wyjdzie. Oczywiście nie powiedziałam tego. I oczywiście (niestety, naprawdę niestety) miałam rację. Ona jednak twierdzi, że uwielbia być singielką. Ja nie lubię. No nie lubię. To znaczy nie kusi mnie spędzanie z facetem każdego dnia. Już nie. O ile kiedykolwiek. Ale jednak czasem….

To ja sobie idę pooglądać thiller jakiś dobry….. dobranoc państwu…..

15977579_1192715577464210_2801730027807065294_n

Opublikowano dla dorosłych | 2 komentarzy

a co u Ciebie?

Ja:
38,5
dlatego nie komentuje tego co napisales teraz
Tomasz:
aa to zdrowiej
Ja:
dzieki, dzis w pracy mnie zlamalo
Tomasz:
oj
Ja:
przydaloby sie mi kilka dni wolnego o od miesiaca nic ale bez przesady,
planowalam wziac kilka dni urlopu po prostu, wystarczyloby
ale moze do jutra minie
Tomasz:
jak mozesz to wez urlop i olej wszystko
Ja:
urlop teraz nie wchodzi w gre. w szkole nie mozna. jesli rano bedzie zle to pojde na zwolnienie. od 13 sa ferie to z przedszkola chcialam wziac wolne
Tomasz:
mi sie powinno tez cos juz na feriach przejasnic
to moze sie nam uda zobaczyc
Ja:
byłoby miło
Tomasz:
uhm
no i niemiło, bo czekają Cie baty
Ja:
wszystko zalezy od punktu widzenia
Tomasz:
jak sie zapale to nie wiem kiedy sie zatrzymam
Ja:
hmmmm,,,,,,,  chciałabym to zobaczyc
Tomasz:
 :)
ja we mnie popuszczaja hamulce to moze byc roznie
uciekaj jak coś :D
albo oddaj mi sie tak do konca samego
Ja:
jestem ciekawa twoich granic
Tomasz:
ja tez, a Ty we mnie taka zwierzecosc jakos wzbudzasz
Ja:
wiem, suka ze mnie
Tomasz:
nooo :D
Ja:
zabawka
Tomasz:
no tak
Ja:
life
Tomasz:
coż poradzić, ze facet jak pożąda to dopiero jak sie spuści to zaczyna myśleć sobą
Ja:
nie każdy ;)
ale mnie w twoim przypadku to co się ostatnio między nami działo nie przeszkadza
pasuje
Tomasz:
to fajnie
Ja:
staram sie nie analizowac po prostu byc
Tomasz:
ja tez juz odpuscilem analize
cialu tez sie cos nalezy
Ja:
to akurat mega usprawiedliwienie ;)
Tomasz:
jakos sobie trzeba tlumaczyc ;)
Ja:
 ;)
tez prawda
Tomasz:
ale faktem jest, ze juz cialo powoli odchodzi z czestych stanow euforycznych, wiec jak sie cos wydarza to nie ma co blokowac
Ja:
ja po prostu Cie lubię, lubię więź z Tobą i lubię bliskość z Tobą. A skoro jest jeszcze zaufanie i bezpieczeństwo to ładne rzeczy z tego wyjść mają szansę
ale wiek też już czuje
Tomasz:
moj? ;)
Ja:
swoj
Tomasz:
 :D
ale tez i z wiekiem coraz mniej wiek rusza
Ja:
w sensie przejmowania sie?
Tomasz:
tak
i nawet poczucia
bo kiedys zawsze sie czulem stary
a teraz jestem juz bardziej niz sie czuje :D
Ja:
 :)
Tomasz:
sam brak libida tez troche jednak spokoju daje
bo pamietam jak za mlodosci to serio nie wiedzialem co z tym poczac
moglem sie caly dzien onanizowac, jaja bolaly, wszystko bolało, a ten dalej stawal
totalnie to umysl wykancza :D
Ja:
nie wiem jak to skomentowac ;)
Tomasz:
to taka fotka z mlodzienstwa
joga mnie uratowala bo bym na strzepy o sciany rozwalił :D
choc fakt, ze joga i cwiczenia z jednej strony trzymaly mnie bardziej w glowie a z drugiej dawaly fulla witalnego
Ja:
ak teraz patrze na to jak byl kidys wazny to az trudno mi uwierxyc
Tomasz:
no
Ja:
ale calkiem tez nie chcialabym rezygnowac
z Ciebie tez nie
Tomasz:
i z seksem i bez z Tobą fajnie
Ja:
dziekuje
Tomasz:
pisalem Ci, ze moze tesle bede naprawiał? :D
Ja:
ja tu umyslem staram sie pracowac w goraczce nad tym czy jeszcze mi sie chce isc z toba do  lozka czy nie a ty mnie takim trudnym pytaniem zaskakujesz? ;)
wykopales go? tego Teslę? ;)
Tomasz:
no myslalem, ze Ci sie chce jeszcze lozka ze mną? :D
nad czym tu myslec :D
Ja:
w goraczce to sie niewiele chce/ herbaty  na przyklad sie chce ;)
Tomasz:
ja jak dlugo leże to i w goraczce mi sie chce :D
Ja:
patrz a ja Cię za takiego zimnego brałam ;)
Tomasz:
goraczka mnie rozgrzewa
choc to dziwne takie stany, ale juz Ci oszczedze opisow :D:D:D
Ja:
przypomnę się na żywo ;)
Tomasz Lukas:
 :D
Ja:
to co z tym ekshumowanym Teslą?…

15873499_763548823799016_1159339478655465207_n

Opublikowano dla dorosłych | Otagowano | 1 komentarz