Poszłam…

na ulicę. I choć dawniej zastanawiałam się nad tym, czy nie powinnam być prostytutką, to tym razem chodziło o zwykły street, i to nie mój. Na ulicy grał mój kolega z podstawówki. Już któryś raz w tym roku, tylko, że ja nie miałam okazji go posłuchać. Wczoraj miałam. Zaciągnęłam koleżankę i przydreptałam. Zaskoczyło mnie to, że nie jest sam. I że… tak świetnie śpiewa. Gatunek nie mój. Szanty. Ale jaki głos! Wcale nie słychać lekkiej wady wymowy a barwa bardzo miła dla ucha. Rozsiadłam się wygodnie na ławce w parku na przeciw miejsca, gdzie się rozstawili i przez trzy godziny syciłam uszy. I oczywiście, że nie chodzi mi o opisywanie koncertu po prostu. Mam tyle koncertów na koncie, a rzadko o nich piszę… Chodzi o to, że choć naprawdę  od tygodni wybierałam się go posłuchać, to od kilku dni to posłuchanie miało też drugie dno. Nawet jeśli się przed sobą nie przyznawałam do tego. Bo się rozwodzi. I stanęłam przed nim mówiąc – „to ja, cześć po prawie trzydziestu latach”. A potem słuchając go i patrząc jak się do mnie znad gitary uśmiecha myślałam – nie taki jest zły. Wysoki. W sumie zawsze wolałam właśnie takich jasnowłosych. Ale ładnie śpiewa. Rozbawiał mnie, gdy odwoływał się do mnie w trakcie koncertu mówiąc przez mikrofon – czy odsłuch dobry, czy pamiętam, że dziadek naszego kolegi służył w marynarce, czy…. I kiedy moja koleżanka już poszła. Kiedy się zrobił wieczór. Zadedykował mi piosenkę. I zrobił to w taki sposób, że z jednej strony na tej ławce mnie zawstydził, zakłopotał, z drugiej wzruszył i …. sama nie wiem…  A ballada była przepiękna. Wzruszająca. O miłości. I jeszcze bardziej poczułam się zakłopotana i wzruszona. I potem były słowa w środku śpiewania – „Wiesz o co mi chodzi, prawda?”. Nie wiedziałam, ale chciałam myśleć, że może się dowiem. Nie mam pojęcia co myśleli ludzie. Ja… chciałam wierzyć, że to coś znaczy. Na koniec znów mnie zbił z pantałyku mówiąc – że w podstawówce myślał, że przeczytałam już wszystkie książki na świecie i co ja dalej będę robić, skoro przeczytałam już wszystko. I czy mi się podobała ballada. I tak stałam się na te dziesięć minut jak naga i widoczna wśród tych wszystkich słuchających. I siedziałam dalej i słuchałam do końca. Grał ponad trzy godziny. Palce miał białe, bez krwi gdy skończył… I przedstawił mi kobietę, która robiła podkłady. „Jesteśmy ze sobą od pół roku”…

 

Bo problem leży w ciągłej nadziei. W ciągłym patrzeniu na mężczyzn jak na potencjalnego… I choć nie chce, wciąż tak mam…. a potem pozostaje tylko smutek. I butelka z whisky cream….

 

A potem miewa się sny. O pracy i mężczyznach. Mężczyźnie. Wysokim. Przystojnym. Opiekujemy się razem rzeczywiście istniejącymi chłopcami. Braćmi. Jeden z ADHD, drugi z ZA. I próbujemy ich położyć spać. I robimy co możemy. Jesteśmy u niego. Jego pokoje. Jego łóżka. Jego zwyczaje. I siedzi a przy nim jeden chłopiec. A ja obok leżę i przy mnie drugi. I tak poprawiając komfort jednego czy drugiego, dbając o to by czuli się bezpiecznie – kładziemy im dłonie na głowach czy poprawiamy kołdry. I nagle widzę jak patrzy na mnie  z góry zdziwiony. Moja dłoń bowiem zabłądziła na jego podbrzusze i wsunęła się za pasek jego spodni. Nic więcej. Taki gest czułości i bliskości. Przeprosiłam sama sobą zaskoczona. Naprawdę nie kontrolowałam tego. Po prostu chyba potrzebowałam być blisko z kimś. Nie robi z tego problemu. Ja też nie. Jesteśmy tylko znajomymi. Nic więcej. Nic mniej. Usypianie dzieci trwa nadal niezmącone. I rano wstajemy. Przygotowujemy śniadanie. Patrzę jakie ma zwyczaje, żeby ich nie zburzyć. Dostosować się. I przychodzi koleżanka też na śniadanie. I sama się boję po obudzeniu jak żywy był to sen. Faktury, kolory, dźwięki. I dobry i smutny zarazem. I myślę – jak mam kolejny dzień przetrwać, że nie mam już siły. Że nikt nie wie jak bardzo nie mam siły i jak beznadziejnie jest tu w środku, we mnie.

Opublikowano dla dorosłych | 2 komentarzy

Mam…

depresję. Całkiem ostry nawrót. Jestem nią zmęczona i czekam. Powinna minąć przy prawidłowym postępowaniu. Choć jest źle. Jestem nieustannie na granicy płaczu. Już ciężko mi to ukrywać przed dzieckiem. Zdarza się, że krzyknę. Ale walczę choć jest mi coraz trudniej. Budzę się z pierwszą myślą: „nie chce mi się żyć” i z nią zasypiam. Próbuję ją zagłuszać mówić swoje mantry: „to będzie dobry dzień, to będzie dobry dzień, to będzie do…” więcej już nie daję rady. Staram się zachowywać rytuały. Kawa, książka, odpoczynek, sen. Robić różne rzeczy bo najłatwiej byłoby zostać w łóżku ale to jakbym przystawiła sobie pistolet do głowy. Bez sensu… Wczoraj znajomy zapytał mnie dlaczego czuję się tak źle. Nie miałam siły mu odpowiedzieć. Dlaczego? Pierwsza odpowiedź to – z samotności. Z poczucia, że już nic nigdy dobrego mnie nie spotka, z tego, że nadzieja, która umiera ostania, właśnie zdycha mi gdzieś w kącie. Nie, całkiem się nie poddaję, gdzieś tam jakiś malutki procent, wynikający z rozsądku, walczy za mnie bo wie, że nie musi tak być. Że nie jedno załamanie przeszłam i wyszłam, że tym razem też się uda. Może…. to może mnie trzyma jeszcze jakoś. Nie wiem kiedy się zaczęło…. kiedy koleżanka nakrzyczała na mnie na moich imieninach?… nie wiem. Chyba w szpitalu. Kiedy nie bardzo kogoś to obeszło. Rozczuliłam się nad sobą choć to prosta operacja była. Trzy dni i do domu. A jednak – kiedy okazało się, że mogłabym tam zdechnąć….. rozsądek każe mi wykasować słowa, że nikt by się nie przejął. Wiem, że to nie prawda. Ale nikt mi tego wtedy nie okazał. Nie, to też nieprawda. Była mama. Pisał kolega. On był ze mną każdego dnia. Jedyny. Nawet nie chcę wiedzieć co by było gdyby go nie było. I poleciało w dół…. Koleżanka pyta – „wyszłaś?” Skłamałam. „Nie. Jeszcze jestem w szpitalu.” „Acha. Oj jak mnie boli głowa.” I wysyła zdjęcia syna i opowiada jak mu włosy obcięła. Kurwa. Gówno mnie to obchodzi. Mam dość ludzi. Powierzchownych relacji. Mam poczucie zniszczonego życia. Kurwa! Wiem, że to nieprawda, ale tak się czuję. I co ja mam z tym zrobić? Wiem jak wyglądam. Wiem, że jestem odrażająca. Nie, wiem, że to też bzdura. Jak każdy czasem wyglądam dobrze, czasem źle. Mam zniszczone ciało, ale są mężczyźni, którym to nie przeszkadza. Nie mam już siły polemizować sama z sobą….

Na festiwalu spotkałam faceta. Jezu, ja wciąż spotykam facetów…. bo wciąż ich wypatruję. Bo wciąż chciałabym kogoś mieć. Nie wiem czy to dobrze. Ja już nic nie wiem.

Jeden. „Dzień dobry”. Dobrze, że nie usłyszał, że odpowiedziałam mu  - cześć. Szybko się poprawiłam. Nie mogę sobie przypomnieć skąd go znam. Na pewno znam. Skoro mi się ukłonił – nie tylko z widzenia. Z pracy czy relacji prywatnych? Gdyby były prywatne – powiedziałby – cześć. I kręcę się w tych myślach i jego uważnym spojrzeniu…. I spotykam go wieczorem ponownie. Uśmiech. I jestem już kupiona. Myślę przed snem o tym niepokojącym wzroku. Fantazjuję. Jestem zszokowana, że potrafię jeszcze fantazjować. Nie pamiętam kiedy robiłam to ostatni raz. Wiem, że to czasem szkodzi, że rodzi bezsensowne nadzieje. Jednak mam tak puste życie, że ta wymyślona historia spotkań, randek, adoracji daje mi chwilę wytchnienia przed odpłynięciem w sen. Nie spotykam go już w żaden festiwalowy dzień. Oczywiście.

Drugi. Jeju, jaki młody. Trzydzieści? Jaki wysoki. Jaki ładny. Jaki nieśmiały. Patrzę mu w kark na pierwszym seansie. W przerwie mijam raz. Drugi. Uważnie na mnie patrzy i te ciemne oczy mówią, że widzi, że ja też. Takie krótkie chwile przyjemności.

Trzeci. Jeju, jaki niemłody. Pięćdziesiąt? Może być nawet więcej. Jaki… jak to powiedzieć by nie zabrzmiało głupio i obraźliwie. Czerstwy? Bez sensu. Męski. Po prostu męski. Wysoki. Włosy bardzo krótko ścięte, chyba nie ma ich już za dużo. Do tego posiwiałe. Bródka? Niebieskie oczy. Bojówki. Sportowe buty. Bluza z kapturem. Torba. Jest tak jak ja na wszystkich seansach. Z reguły siedzi wyżej niż ja. Czasem dosłownie za mną. Czasem mnie denerwuje odkręcaniem wody w czasie filmu. Gazowana. Przecież tu nie wolno wnosić picia. Nie możesz wytrzymać do końca? Za późno może poświęciłam mu uwagę. Jego poważnej minie. Nie zdążyłam się przez nią przebić. Jedno spojrzenie, drugie i już wiem, że on mnie widzi. Że nie jestem przeźroczysta. I spięta siedzę myśląc czy patrzy w ekran czy widzi jak siedzę. Głupia. Dowartościowany mężczyzna ma w dupie jak siedzisz. Poświęci ci czas w międzyczasie swoich pasji. Nie oderwie się od niej dla ciebie. Siedź sobie jak chcesz… Ostatniego dnia tylko dwa filmy. Mało czasu na zabawę oczami. Ostatni seans. Stoję blisko drzwi z budynku. Czekam na koleżankę. On z szatni bierze plecak. Boże, jaki on jest dokładnie taki jaki powinien być. Nie plecak rzecz jasna. Mężczyzna. Wychodząc jest prawie na wyciągnięcie ręki. I patrzy. Tak bardzo. Tym swoim rozwodnionym błękitem. Po przymknięciu oczu wciąż widzę to patrzenie. I gdybym mogła poszłabym za nim na ten dworzec. Zapytała – ….. ale o co?…. Powiedziała…. „Spotkasz się ze mną?”…. By usłyszeć – „Jestem zajęty”. Albo – prędzej czy później przypomnieć sobie, że nie ceni się tego co samo wskakuje w ręce. No to nie poszłam. Zostałam z idiotycznym wrażeniem, że znów mi coś przeciekło przez palce i zmarnowałam kolejną szansę. A to przecież nie ja. To on ją zmarnował.

A dziś? Dziś znów nie chce mi się żyć. Znów muszę walczyć. I będę walczyć. Bo jeszcze pamiętam, że życie jest czasem przyjemne. Bo chcę tego znów. I choć jestem kurewsko zmęczona tym smutkiem, tym bólem, to poczekam. Jeszcze trochę poczekam….

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 6 komentarzy

I…

tak to jest. Znów jestem w punkcie wyjścia. Znów myślę, że nie ma dla mnie nadziei. Bałam się a jednak miałam nadzieję, że tym razem się uda. Intuicja niestety mnie jednak nie myliła. Podejrzewałam, że mi się nie spodoba. Nie zaiskrzyło a raczej wręcz odwrotnie. Oczywiście z mojej strony. Z jego…. dostałam wiadomości, że jestem cudowna, wspaniała, że przy nikim nie czuł się tak dobrze, że dostaje świra na moim punkcie i nie może przestać o mnie myśleć… Mnie pozostały tylko drobne wybroczyny na ramionach i sutkach. Oglądam je z przyjemnością. Zawsze lubiłam jak mężczyzna zostawia po sobie ślad. A jednak z weekendu zrobił się tylko jeden wieczór. Nie wzięłam nic więcej. Nie chcę mu zrobić krzywdy. Nic więcej nie mogłabym mu dać…. ……a teraz mi pusto. Bez jego słów i wiadomości, bez adoracji i poświęcanego czasu. I wiem, że nie mogę go o to prosić bo nic nie mogę mu dać. Przeklęty chichot losu. Tak nazwał to, że możemy sobie nie pasować. Przeklęty chichot losu…../….

Opublikowano dla dorosłych | 8 komentarzy

Śniłeś…

mi się. Dziś wyraźniej niż za pierwszym razem. Pamiętam, jak wtedy śmiałeś się, że to musiał być koszmar. Nie był. Teraz tak. Obudziłam się wystraszona. I zasnęłam by dośnić sen do końca i poukładać go by mnie w dzień nie przerażał. Nie zdążyłam przed budzikiem. Jaki byleś? Młodziutki, choć przecież jesteś starszy. Niższy? Choć jesteś wyższy. Czasami miałam wątpliwości, czy jesteś mężczyzną… Przyjechałeś na pierwsze spotkanie w garniturze. Jaskrawym. Pomarańczowa czerwień? Elegancki, kontrowersyjny, bogaty. W drogim aucie. Nie wiedziałam czy cię chcę czy mnie odpychasz. Spotkaliśmy się z moimi znajomymi. Moimi choć sama ich nie znałam. Grupa pijących imprezowiczów w kiepskiej jakości i świeżości ubraniach. Nie zwracali jednak uwagi na to, że odstajesz wyglądem. Od wszystkich byłeś młodszy. Częstowali nas alkoholem rozkręcając imprezę. Dziwiłam się, że nie protestujesz, bo podobno chciałeś być tylko ze mną. Cały czas się uśmiechałeś. Wyszłam się przewietrzyć. Były też jakieś wspólne z nimi przechadzki. Jak to we śnie. Kiedy wróciłam miałeś na sobie ubranie podobne do ich i ręce uwalane smarem. Naprawiałeś jakieś części do auta. Widać było, że zyskałeś ich szacunek wiedzą i umiejętnością. W końcu zaczęłam dawać znaki, że chcę zostać z tobą sama. Zrozumiałam, że nie spodobasz mi się, jeśli nie włożę w to pracy. Chciałam tego. Zostaliśmy sami. Sami? Gdzieś tam była moja rodzina, córka, matka. Ale jakby nie. Nagle ktoś wszedł do domku. Mężczyzna. Wziął jakiś ostry drobiazg, kamień, szkło i zaczął nam ubliżać i grozić. Myślałam – stań w mojej obronie, jak mężczyzna. Nie zdążyłeś. Wybiegł drugimi drzwiami. Bałam się strasznie. Bałam się, że wróci, że jutro, że kiedyś skrzywdzi mnie i moją córkę. Byliśmy sami a widmo tej groźby gdzieś tam nad nami wisiało… Ubierałam się, byłam naga do pasa, kiedy niespodziewanie weszła matka, zdążyłam uciec do łazienki ale myślałam o tym, że widziała, że jestem naga, więc wie, że nie jesteś tylko znajomym. Nie chciałam, żeby wiedziała. Nie chciałam, żeby w ogóle Cię poznawała. Stało się, bo znów znalazła się w nieodpowiednim miejscu i porze. Weszła w moje życie. Nie pamiętam po co przyszła. Chyba w sprawie tego napadu. Przygarnęła mnie, moją córkę? Obejmowała mówiąc coś – o ochronie? Silny uścisk. Czułam jej rękę na piersi. Krzyczałam, żeby mnie zostawiła, że się jej brzydzę, wpadłam w histerię……. …………..obudziłam się………….

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Już…

od jakiegoś czasu noszę się z myślą (potrzebą) o rozprawieniu się z przeszłością płci męskiej. Z kochankami maści przeróżnej przewijającymi się w moim życiu i jak się można spodziewać – łóżku. Odkładam to a bo to czasu mało, a pamięć zawodna, a nastrój zbyt dobry, żeby go sobie psuć… Dziś i chwila czasu jest i pamięć by można potrenować. Nastrój umiarkowany, trochę do śmiechu, trochę do płaczu. I zamiast zabierać się do numerowania męskiego poletka to ja tu robię jakieś wstępy. Ucieczkowe jak w mordę strzelił…

Czytam książkę o związkach alkoholików, tfu, dzieci alkoholików. I choć już rozprawiłam się z tym kawałkiem mojej przeszłości to i łzę czasem uronię i ze zrozumieniem pokiwam głową. Mam jednak poczucie, że praca domowa odrobiona. I tylko nikt jej nie chce sprawdzić. Rozumiem już teraz frustrację Jużnietakiejmałej Mrówki, gdy z cierpieniem odrabia matmę wiedząc, że matematyk zleje ją ciepłym moczem ignorowania jej potu i wysiłku. Po chuj kazać dzieciom robić prace domowe, kiedy się ich nie sprawdza? Pamiętam dzieciaka, który nigdy nie odrabiał pracy domowej, mając opracowany cały system radzenia sobie z ewentualnym ryzykiem pt. pani sprawdza wyrywkowo. Rozpoznawał kiedy się do tego zabierała i wtedy zgłaszał nieprzygotowanie. Zapewniam, że system był zdecydowanie skomplikowany i wymagał od niego czujności i bystrości. Nadal jednak uważał, że jest to mała cena za możność nieodrabiania pracy domowej. I jak tu wpajać dzieciakom szacunek do nauczycieli kiedy sami sobie w stopę strzelają?

Tematy zastępcze. Pięknie kochana, pięknie…

Koleżanka (kiedyś przyjaciółka ale się więzy rozluźniły jak nitki w starych gaciach) rozstała się z facetem, co obwieściła na FB. Związek też obwieściła. Zaskakujące to było, bo nie jest wylewna w tych sprawach. Ale wierzyła, że tym razem to jest TEN. I kiedy tak mi mówiła przez telefon, w głowie tłukły mi się myśli, że ja też tak mówiłam, że też tak czułam, szczerze i głęboko i gówno z tego wyszło. I żeby jednak się nie napalała bo chuj z tego wyjdzie. Oczywiście nie powiedziałam tego. I oczywiście (niestety, naprawdę niestety) miałam rację. Ona jednak twierdzi, że uwielbia być singielką. Ja nie lubię. No nie lubię. To znaczy nie kusi mnie spędzanie z facetem każdego dnia. Już nie. O ile kiedykolwiek. Ale jednak czasem….

To ja sobie idę pooglądać thiller jakiś dobry….. dobranoc państwu…..

15977579_1192715577464210_2801730027807065294_n

Opublikowano dla dorosłych | 2 komentarzy

a co u Ciebie?

Ja:
38,5
dlatego nie komentuje tego co napisales teraz
Tomasz:
aa to zdrowiej
Ja:
dzieki, dzis w pracy mnie zlamalo
Tomasz:
oj
Ja:
przydaloby sie mi kilka dni wolnego o od miesiaca nic ale bez przesady,
planowalam wziac kilka dni urlopu po prostu, wystarczyloby
ale moze do jutra minie
Tomasz:
jak mozesz to wez urlop i olej wszystko
Ja:
urlop teraz nie wchodzi w gre. w szkole nie mozna. jesli rano bedzie zle to pojde na zwolnienie. od 13 sa ferie to z przedszkola chcialam wziac wolne
Tomasz:
mi sie powinno tez cos juz na feriach przejasnic
to moze sie nam uda zobaczyc
Ja:
byłoby miło
Tomasz:
uhm
no i niemiło, bo czekają Cie baty
Ja:
wszystko zalezy od punktu widzenia
Tomasz:
jak sie zapale to nie wiem kiedy sie zatrzymam
Ja:
hmmmm,,,,,,,  chciałabym to zobaczyc
Tomasz:
 :)
ja we mnie popuszczaja hamulce to moze byc roznie
uciekaj jak coś :D
albo oddaj mi sie tak do konca samego
Ja:
jestem ciekawa twoich granic
Tomasz:
ja tez, a Ty we mnie taka zwierzecosc jakos wzbudzasz
Ja:
wiem, suka ze mnie
Tomasz:
nooo :D
Ja:
zabawka
Tomasz:
no tak
Ja:
life
Tomasz:
coż poradzić, ze facet jak pożąda to dopiero jak sie spuści to zaczyna myśleć sobą
Ja:
nie każdy ;)
ale mnie w twoim przypadku to co się ostatnio między nami działo nie przeszkadza
pasuje
Tomasz:
to fajnie
Ja:
staram sie nie analizowac po prostu byc
Tomasz:
ja tez juz odpuscilem analize
cialu tez sie cos nalezy
Ja:
to akurat mega usprawiedliwienie ;)
Tomasz:
jakos sobie trzeba tlumaczyc ;)
Ja:
 ;)
tez prawda
Tomasz:
ale faktem jest, ze juz cialo powoli odchodzi z czestych stanow euforycznych, wiec jak sie cos wydarza to nie ma co blokowac
Ja:
ja po prostu Cie lubię, lubię więź z Tobą i lubię bliskość z Tobą. A skoro jest jeszcze zaufanie i bezpieczeństwo to ładne rzeczy z tego wyjść mają szansę
ale wiek też już czuje
Tomasz:
moj? ;)
Ja:
swoj
Tomasz:
 :D
ale tez i z wiekiem coraz mniej wiek rusza
Ja:
w sensie przejmowania sie?
Tomasz:
tak
i nawet poczucia
bo kiedys zawsze sie czulem stary
a teraz jestem juz bardziej niz sie czuje :D
Ja:
 :)
Tomasz:
sam brak libida tez troche jednak spokoju daje
bo pamietam jak za mlodosci to serio nie wiedzialem co z tym poczac
moglem sie caly dzien onanizowac, jaja bolaly, wszystko bolało, a ten dalej stawal
totalnie to umysl wykancza :D
Ja:
nie wiem jak to skomentowac ;)
Tomasz:
to taka fotka z mlodzienstwa
joga mnie uratowala bo bym na strzepy o sciany rozwalił :D
choc fakt, ze joga i cwiczenia z jednej strony trzymaly mnie bardziej w glowie a z drugiej dawaly fulla witalnego
Ja:
ak teraz patrze na to jak byl kidys wazny to az trudno mi uwierxyc
Tomasz:
no
Ja:
ale calkiem tez nie chcialabym rezygnowac
z Ciebie tez nie
Tomasz:
i z seksem i bez z Tobą fajnie
Ja:
dziekuje
Tomasz:
pisalem Ci, ze moze tesle bede naprawiał? :D
Ja:
ja tu umyslem staram sie pracowac w goraczce nad tym czy jeszcze mi sie chce isc z toba do  lozka czy nie a ty mnie takim trudnym pytaniem zaskakujesz? ;)
wykopales go? tego Teslę? ;)
Tomasz:
no myslalem, ze Ci sie chce jeszcze lozka ze mną? :D
nad czym tu myslec :D
Ja:
w goraczce to sie niewiele chce/ herbaty  na przyklad sie chce ;)
Tomasz:
ja jak dlugo leże to i w goraczce mi sie chce :D
Ja:
patrz a ja Cię za takiego zimnego brałam ;)
Tomasz:
goraczka mnie rozgrzewa
choc to dziwne takie stany, ale juz Ci oszczedze opisow :D:D:D
Ja:
przypomnę się na żywo ;)
Tomasz Lukas:
 :D
Ja:
to co z tym ekshumowanym Teslą?…

15873499_763548823799016_1159339478655465207_n

Opublikowano dla dorosłych | Otagowano | 1 komentarz

wypadlem z czasu

- domyśliłam się, przyzwyczaiłam się, mam jednak czasem potrzebę przypomnienia się
- przypominaj. podeslij mi fotke swoich rozwartych ud nawet w majteczkach
- robisz się coraz bardziej bezczelniejszy :)
- :) musze sie jakos pobudzic, bo kompletnie stracilem kontakt z cialem
- biedny ty, ciało nie lubi przymusu ;)
- dawaj :)
- mogę Ci co najwyżej grudniowe uda w jeansach dac :P

- ale Ci zleję dupę za takie nieposłuszeństwo

- obiecanki cacanki

Bez tytułu

- mmm

Opublikowano dla dorosłych | Skomentuj

mmm…

musze Cie upic to mnie zerzniesz :D

  • dziś by ci poszło latwo  ;) nie wiem co napisalam przed tym twoim mmm ale nie wiem czy sie pod tym podpisuję ;) 
  • Już dawno zaklepane ;)
  • a co, przepraszam :)
  • powiem Ci w stosownym czasie ale az bediesz sie czerwienic
  • wow na to właśnie liczę :) na ucho
  • tak
  • już dawno nie słyszałam nic równie elektryzującego. … śniłeś mi się..
  • mów
  • nie
  • dawaj
  • nie, rozmwaialiśmy o Twoim związku więc nie mam ochoty do tego wracać
  • fajne
  • :) chce mi się ciała twojego. I skóry.
  • przetrzemy skórę na sobie i ciałem przez ciało przejdziemy :)
  • ciepła tej skóry mi się chce, brzucha, stóp, brody… koniec :)
  • :) w taki ziab trzeba by troche wyocierać sie zeby cieplo wzbudzic :)
  • ja jestem ciepła sama w sobie na zewnątrz i w środku ;)
  • :)

 

 
Opublikowano dla dorosłych | Skomentuj

Wiesz…

że to sen. A jednak myślisz, że dzieje się naprawdę. Uśmiechasz się leżąc w łóżku żyjąc równocześnie cudzym (swoim?) życiem. Kolory, smaki, faktury. Wszystko jest. Są ludzie. Radości. Wzloty i upadki. Są związki. Masz związek. Coś się dzieje. Żyjesz. Przeżywasz. I wiesz, że śnisz. Że tego nie ma. Ale przecież jest… Doświadczasz relacji. Z kimś. Jest jeszcze ktoś. Złości cię. Denerwuje. Chce czegoś. Ty nie. Unikasz. Nie poddaje się. Jest w gronie znajomych, więc obecność jest oczywista. Czymś cię zdenerwował. Podchodzisz do fotela, w którym siedzi i kładziesz dłonie na jego szyi. Nie chcesz go skrzywdzić, chcesz nim potrząsnąć, pokazać jak jesteś zła. A on… zaczyna cię całować. Nie, nie próbuje cię pocałować. On cię całuje. Od razu mocno, namiętnie, bez wytchnienia. I już wiesz, że się nie bronisz. Nie przerywasz. Oddajesz pocałunek i już wszystko wiadomo. Brniecie w ten pocałunek jak w jedyną rzecz na świecie. Otwierasz oczy i widzisz, że patrzy na ciebie. Całuje cię i patrzy. Teraz ty też. Jeszcze nigdy nie było aż tak. Walczył i wywalczył. Już wiesz, że będziesz z nim. Jesteś. A ten drugi (pierwszy)? Wchodzi, kiedy jesteście blisko. Wołasz za nim, z trudem przypominając sobie jego imię. Z trudem je wymawiając. Wołasz głośniej. Chcesz wytłumaczyć. Przeprosić. Wyjaśnić, że takie coś zdarza się raz w życiu, że nie mogłaś inaczej. Wołasz… nie zatrzymał się…

14199683_10153708673286356_5287912460995757096_n

Opublikowano dla dorosłych | Skomentuj

:)

ale się nie chce robić

Ja: :)

Stada czarnych ptaków. Dość złowrogi widok. Masz jakiś pomysł na taki element senny?

Tomasz: trzeba się cieszyć, że scalasz swoją ciemną stronę z sobą :)

Ja: Nie wiem jak do tego doszedłeś ale niech Ci będzie. :) No nie było to miłe. Choć na żywo bardzo lubię. Ale sen był lękowy. Siedziałam wczoraj cały dzień nad tymi sowami to co się dziwić :)

Tomasz: lęki są obrazem czegoś co masz w środku, traktuj więc jako obraz i odkrywanie siebie :) pawlikowska_Tomasz :D :D :D

Ja: Takowoż traktuję :)  swoje pomysły mam ale lubię słuchać pawlikowskiej_lukas :) I uważam, że to Ty byłeś tym psem co mi się dziś śnił :) co Ty na to? :)

Tomasz: ja do psa pasuje :)

Ja: Czemu?

Tomasz: bo tak się trochę przy Tobie czuję :D

Ja: No to by pasowało ;) Zresztą on był niejednoznaczny. Budził lęk i przyciągał. I był bardzo miły w dotyku :)

Tomasz: :)

Ja: :*

Opublikowano dla dorosłych | 1 komentarz