zamiast bałwanów opowiem Ci o mgle… cichym dniu kiedy nikt nie śmiał wychodzić na plażę… park świecił pustkami… jednak czasem, kiedy w środku siebie ma się tak bardzo ciasno, taka pustka dookoła jest bardzo potrzebna. Stojąc na schodach schodzących na plażę nie widziałam piasku. To tak jakby się wchodziło w środek chmury. Stojąc na środku plaży (choć trudno było właściwie stwierdzić czy to środek) nie widziałam ani morza ani wydm… coś takiego zaciska się wtedy wokół serca… brak oddechu… ale jest ciąg, żeby iść przed siebie…żeby spróbować dokądś dojść… nie można wtedy myśleć o niczym innym jak o próbie opanowania strachu… poczucia zagrożenia… morze słychać wyraźnie… jest, jest – nie ma wątpliwości. Rytmicznie uderza o brzeg… nie wiadomo co zrobić – wyciągnąc w bok ręce – jak osoba niewidoma, która szuka dłońmi ścian, czy zacisnąć je dookoła siebie stwarzajac pozorny azyl… potrzebny byłby wtedy ktoś do dodania otuchy, ale może jednak nie? Dobrze to przejść samemu… takie morze zapamiętuje się do końca życia. W końcu znalazłam je. Dostrzegłam łagodne języki liżące wilgotny piasek. Znudzone jak dziecko, które je dziesiaty lizak…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „

  1. bli pisze:

    ojej jaka nostalgia

  2. sister-of-species pisze:

    historia opowiedziana na proźbę mojego kolegi, który zażyczył sobie opowieści o tym jak bałwany na morzu szaleją a jako, że rzadko nad morze chodzę przypomniałam sobie tę cudowną mgłę

  3. pepegi pisze:

    ech! no wezmę i pojadę tam kiedyś…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>