Poniedziałek.

Czwarta rano. Otwieram oczy dwie godziny przed budzikiem. Nie, nie otwieram. Udaję, że śpię. Przed sobą. Kiedy spoglądam na zegarek jest czwarta szesnaście. Śpij. Poradzisz sobie. Ogarniesz. Coś wymyślisz. Liczę od 99 w dół. I znów. I odganiam ciemne chmury. Leżę na hamaku. Nie pomaga. Piąta piętnaście wstaję. Prysznic. Nie. Najpierw kawa. Wstawiam zupę na obiad dla Młodej. Kroję ziemniaki, w czasie kiedy w czajniku gotuje się woda. Żeby było szybciej. Kawa gotowa. Słodzik. Mleko. Spieniacz się chyba zepsuł. Nie szkodzi, dobra kawa, z zimnym mlekiem smaczna. Wyciągam kalendarz. Chryste! Badania lekarskie! Gdzie ja je włożyłam. Miałam poszukać. Będą źli. Może jeszcze zdążę. Notatki. Lateralizacja. Sprawdzam co z nią. Wypisuję listę nazwisk jak listę grzechów do odpokutowania. Ten już, ta już, ten jeszcze. I ten też… Na pewno myślą, że jestem nieudolna… Choć z rana nie powinno być źle. Głupio, że się zgodziłam na rozmowę, nie jestem przygotowana. Za mało asertywności. Przetrwam potem te 2,5 godz. Końcowe 4 powinno być w miarę. Tylko czemu nie ma jeszcze wypłaty dla pracowników? Będę musiała się tłumaczyć. Martwię się. Utrzymam się? Nie, czy firma się utrzyma? A może zadzwonią z tej, w której byłam na rozmowie? To da mi trochę spokoju. Ale i kolejne stresy. Nieważne, będzie co będzie. Ale czy brać te pieniądze na zapłatę czynszu? Będą dzwonić z banku po południu. Poczekam chwilę, muszę jeszcze chwilę pomyśleć. Czym mam myśleć? Mam wrażenie, że w moim domu są już wszystkie pokoje zajęte. Przechodzę z ciasnego pokoju do jeszcze ciaśniejszego. Nic już się tam nie wetknie. Jestem zmęczona przeciskaniem się. Idę zjeść zupę. Nie, najpierw wyprasuję koszulkę dla Młodej, nasypię cukru, który chce zabrać do szkoły, ubiorę skarpetki, pomaluję się, wysuszę włosy, spakuję się. Gdzie to cholerne badanie!? Na psa nie mam już czasu, na łóżko też, znów będzie zła, że ją poproszę o złożenie. Zakaz korzystania z komputera do czwartku. Z telewizji do środy. Śmieci przy drzwiach czekają. Jestem głodna. Poniedziałek…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Poniedziałek.

  1. ~dr pisze:

    Trzymaj się, mocno się trzymaj.

  2. grrendel pisze:

    Dziękuję, że choć Ty ze mną jesteś tu w tym zapomnianym przez boga i ludzi miejscu…

  3. ~dr pisze:

    Jestem i czytam…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>