„Cosmopolis”

Pierwsze uderzenie – Herbert. TAM wiedzą o Herbercie? Drugie uderzenie – Sobieski. Wódka Sobieski. Dobra bo polska? Dużo słów. Wiele. Mnogość. Nie rozumiem. Karmię się słowami. Męczę i smakuję. Równo w połowie wychodzę na siku. Robię śniadanie. Zakochuję się w łagodnym uśmiechu profesjonalnego szefa ochrony. Cieszę się, że wampir nie trafił do szufladki. Uratował się z tej nieszczęsnej sagi. Co to za film na litość boską?! O czym? O przytłoczeniu światem? Irracjonalna akcja w samochodzie. Podniecające sceny erotyczne. Zaciskam uda na butelce. Wilgotnieję w sekundzie. Czuję się nikim zawieszonym między slumsami a bogactwem. Brzydzi mnie to bogactwo i przeraża bieda. O czym ten film? O boże Cronenberg. No tak… Cronenberg… zabrzmiało jakby to miało coś tłumaczyć. Nie tłumaczy – przypomina „Pająka” – film z mojej dziesiątki. Nie wiem czy „Cosmopolis” mi się podobał. Nie wiem. Cronenberg zostawia we mnie jakiś osad, mrok, swąd…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>