Najtrudniejsze…

w tym chyba jest poczucie bycia niekompetentną. Jako rodzić. Tej bezsilności, kiedy myślę, o zmarnowanym czasie jako matka. „Mogłaś to zrobić lepiej”. Komuś bym powiedziała: „Gdybyś mogła, to byś zrobiła, skoro nie zrobiłaś, to znaczy, że nie mogłaś”. Siebie nie tak łatwo rozgrzeszyć. Chciałoby się inaczej. Staram się jak mogę. I chyba chciałabym, żeby mi ktoś powiedział, że to nie moja wina. Ta jej diagnoza ma być nie tylko dla niej. Ma być i dla mnie. Zdjąć i ze mnie trochę odpowiedzialności. Chciałam się komuś wypłakać w mankiet, pogadać. Nawet kogoś wybrałam. Rozmyśliłam się. Nie chce mi się z nikim gadać, choć chyba powinnam. Od 9 dni nie tknęłam cukru. W żadnej postaci. Dziś się złamałam, nie dałam rady. Zażarłam. Jestem tak bardzo zmęczona. Tak bardzo chciałabym, żeby moje dziecko było szczęśliwe. Tak bardzo się o nią martwię. Tak bardzo się cieszę, kiedy myślę o innych dzieciach i o tym, że mogłoby być jeszcze gorzej. Schowam dumę i spróbuję pomyśleć o niej. I namówić ją na jeszcze jedną wizytę u psychologa. Moje nieszczęście, że mieszkam w takiej dziurze, gdzie wybrać kogoś, kogo nie znam jest prawie niemożliwe. Lęk przed plotką. Brak zaufania. No nic, jakoś spróbuję to uporządkować w swojej głowie. Może powinnam częściej pisać, żeby w ten sposób się wentylować. Rano wstaję i ćwiczę. Słabe, zmęczone, otłuszczone ciało nie poddaje się łatwo obróbce. Jakże szczęśliwymi są ci, którzy mają normalne ciała. Walczę o zdrowie. Chciałabym się nie poddać. I codziennie choć trochę. Choć chwilę. I ten cukier. Od jutra. Od zaraz. Znów do detoksu. Stało się i dziś zawaliłam, ale to nie koniec świata. W sobotę chyba i tak będę miała dyspensę. Niemieckie jarmarki zapraszają. Euro już w kieszeni czeka. Zamierzam jeść owoce w chrupiącej, czerwonej polewie, pić grzane wino (powiedzmy) i rozkoszować się dniem z Młodą. Jeden raz w roku, kiedy chce gdzieś wyjechać ze mną. Z kimkolwiek. A we wtorek pójdziemy na kręgle. Nie zgadzam się z tym co mówi psycholożka. Mam ochotę powiedzieć, że to bełkot. Że ja Młodą widzę inaczej. Ale spróbuję jednak namówić ją do kolejnej wizyty. Bo może widzi coś więcej niż ja. Inaczej. Może da młodej coś, czego ja nie potrafię. Jeszcze kilka głębokich oddechów i do dzieła. Jeszcze się coś da uratować z tego dnia. Wprawdzie tylko czas na papierkową robotę w domu ale jednak.

Dziś po raz kolejny pomyślałam o tym, że gdybym popełniła samobójstwo, to zapewne ludzie, którzy mnie znają byliby zdziwieni… nie, nie zrobię tego. To tylko myśl.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>